sobota, 8 maja 2021

Moze tym razem sie uda :)

 Kupilam bilet  i w czerwcu przylatuje do Polski. Mam nadzieje, ze tym razem lotu mi nie odwolaja :) Bede prawie caly miesiac bo chce sie nacieszyc bliskimi i mam sporo spraw do zalatwienia. Poniewaz na poczatku roku przechodzilam covid, wyrabiam dokument stwierdzajacy, ze nie minelo jeszcze 6 miesiecy i nie potrzebuje szczepien i kwarantanny. Po przylocie do Warszawy planuje odwiedzic Syna pod Szczecinem a potem jade w rodzinne strony, czyli okolice Olsztyna, do Corki i wnuczka  i reszty rodziny. Wiec teraz tak sobie rozkminiam, jak najlepiej zorganizowac podroze po kraju ojczystym :)

Tymczasem zrobilismy sobie maly wypad za miasto, bo w przyszlym tygodniu bede dosc zajeta w pracy.  Pragnelam zieleni, natury, lasu i zwyczajnego kontaktu z przyroda.  Zaproponowalam Lui spedzenie kilku dni  w niedalekiej Carni bo jeszcze nigdy tam nie bylam, chociaz to tylko dwie godziny drogi.  Carnia lezy u podnoza Alp ale jest traktowana po macoszemu, bo Alpy i Dolomity to "prawdziwe gory" za to Carnia jest naturalna, niezdeptana turystycznie i cenowo duzo bardziej przystepna. 



 






Na ostatnim zdjeciu widac, ze szlaki turystyczne nie sa jeszcze w calosci dostepne po zimie i bardzo obfitych opadach sniegu. Czulam sie tam doskonale i juz planuje kolejny przyjazd we wrzesniu, zeby mozna bylo zbierac grzyby :)



poniedziałek, 3 maja 2021

10 lat na ziemi wloskiej

 Dzis mija dokladnie 10 lat od kiedy przybylam do Trieste z postanowieniem pozostania tu na zawsze. W moim rodzinnym kraju czulam sie chronicznie nieszczesliwa, powodow oczywiscie mi nie brakowalo, gdy wychodzilam z jednych, pakowalam sie w kolejne a owe problemy bardzo mnie polubily i praktycznie nie opuszczaly na momet :) 

Krokiem milowym byla decyzja o rozwodzie, ktory otrzymalam w 2004 roku , potem po podziale majatku zakupilam swoje wlasne mieszkanko i uczylam sie zycia na nowo, nowa praca, nowi znajomi, nowe doswiadczenia. Z bylym mezem mieszkalismy zawsze na wsi, co kilka lat przeprowadzajc sie do innego domu, bo w nowym domu mialo byc lepiej, inaczej a bylo jak zwykle, bieda i wieczne klotnie.

Jako rozwodka zdecydowanie odzylam, poczulam wiatr w zaglach i wyplynelam na przestronne wody...ale ja nie umialam zeglowac a nawet plywac, improwizowalam bez sternika, bez kapoka i kola ratunkowego... Wiedzialam tylko, ze gdzies tam jest moja szczesliwa przystan w Italii a jak juz tam przybede to bede nareszcie szczesliwa. Dziesiec lat temu, gdy moje dzieci osiagnely pelnoletniosc skorzystalam z zaproszenia pewnego wloskiego wdowca, ktorego poznalam on-line, jego byla zona byla Polka i wdowiec mowil po polsku. Wdowiec obiecywal zlote gory, ktore szybko  okazaly sie zlotym G...Byl nalogowym hazardzista, wymyslil sobie, ze znajdzie uczciwa i naiwna Polke, znajdzie jej prace, pomoze w wyrobieniu dokumentow i bedzie zyl z moich pieniedzy a nawet wezmie pozyczki na moje nazwisko...

Pracowalam jako opiekunka, zaplakana siedzialam w fotelu obok mojej podopiecznej pograzonej w swoim alzhaimerowym swiecie i powiedzialam sama do siebie "mowilas, ze gdy zamieszkasz we Wloszech to bedziesz szczesliwa, no i co ? jestes?"  Odpowiedzialam na glos "Tak, JESTEM SZCZESLIWA". To bylo postanowienie, ktore spowodowalo, ze problemy zaczely mnie mniej lubic. Pomalutku i zmudnie usuwalam ich korzenie, jak to robi sie z chwastami a w ich miejsce pojawialy sie zupelnie inne doswiadczenia. Znalazlam mieszkanko jako sublokatorka chorwackiej pielegniarki. Ona pomogla mi w znalezieniu nowej pracy i pewnego dnia przedstawila mi swojego znajomego. Jak sie domyslacie znajomy to Lui, czyli moj obecny maz. 

Zrozumialam, ze szczescie to stan umyslu, nadal usuwam z niego rozne haczyki, ktore sciagaja mnie w dol. Caly czas sie ucze, z  trudnych sytuacji wyciagam lekcje. Kiedys bezmyslnie powtarzlam slowa piosenki "w zyciu piekne sa tylko chwile", obecnie uwazam ze jest odwrotnie. Piekno jest wokol mnie i we mnie,  mimo ze czasem tego piekna  chwilowo nie widac.

 



piątek, 9 kwietnia 2021

Domowa wiosna w rozkwicie

 W dawnym  mieszkanku brakowalo mi miejsca na kwiaty, co miedzy innymi powodowalo, ze nie czulam sie w nim  jak u siebie. Poltora roku temu po przeprowadzce, prawie kazdy z odwiedzajacych przynosil nam w prezencie kwiaty doniczkowe, glownie storczyki. Druga tura kwiatow przybyla w pazdzierniku z okazji slubu, obfitosc roslin dookola sprawia mi radosc i ukojenie. Mysle ze moim roslinom tez jest dobrze ze mna :) Co prawda okazalo sie, ze zbyt obficie podlewalam storczyki, nigdy nie mialam orchidei, wiec dopiero sie ucze jak o nie dbac, mam nadzieje, ze zakwitna na nowo.   Oto niektore z moich ulubiencow :)






Azalie i cyklameny zazwyczaj przebywaja na balkonie, wstawiam  je do mieszkania, gdy aura moze im zaszkodzic.


Pelargonie, ktore zasadzilam  wiosna ubieglego roku, doskonale przetrwaly ataki zimy i nieprzyjaznych insektow. Zima byla w tym roku lagodna, wiec praktycznie caly czas rosna sobie na zewnatrz. 


Kwiaty na balkonie ustawiam pod samym oknem ze wzgledu na czesto wiejacy wiatr, ktory praktycznie uniemozliwia tradycyjne umieszczanie skrzynek na barierce. Za oknem w kuchni, ktore jest bardziej osloniete od wiatru, mam zamontowane takie male rusztowanko, zeby mozna bylo bezpiecznie wystawiac doniczki na zewnatrz.


Kilka dni temu wszytkie kwiaty zostaly przeniesione do mieszkania, poniewaz zima sobie przypomniala o tej czesci swiata. Wraz z pelargonia znalazlo schronienie rowniez cos takiego, pasikonik wielkosci 7-8 cm. Zdjecie zrobilam z pewnej odlegosci bo balam sie, przeskoczy gdzies... To prawdopodobnie szarancza, ale nie jestem pewna. Przygladalam sie temu owadowi ze zdumieniem, wygladal majestatycznie...


 

Szczesliwie pozostal tam gdzie byl przez dwa dni a potem wraz ze swoim schronieniem, zostal przeniesiony za okno. Od wczoraj go nie widze, pewnie poczul wiosne i przeniosl sie w zielone tereny :)
 




sobota, 3 kwietnia 2021

Miniej wiecej tradycyjnie

 Wielkanocne swieta to nie moja bajka, 

chociaz lubie pisanki oraz kolorowe jajka :)

Tak mi sie niechcacy zarymowalo, wiec niech juz tak zostanie :) Zycze Wam kochani, zeby ten swiateczny czas, mimo wszelkich przeciwnosci, byl obfity w zdrowie i radosc. 

Buona Pasqua! :)


 P.S.

Stroik, to dzielo mojej corki, ktora zawsze potrafi stworzyc cos pieknego z tego co ma pod reka :)


czwartek, 18 marca 2021

Marcowo

Zniknelam na pewien czas, bo dosc niespodziewanie pochlonela mnie praca. Przypomne, ze w ubieglym roku na skutek  virusowych restrykcji stracilam prace i moja ukochana podopieczna. Szybko przyzwyczailam sie do spokojnego trubu zycia u boku nowoemerytowanego Lui, chociaz slowo "spokojnego" obok Lui nie jest najlepszym odzwierciedleniem naszej codziennosci :) Nie chcialam juz i nadal nie chce pracowac jako opiekunka, bo wyniszcza mnie to emocjonalnie i jest swojego rodzaju uwiezieniem. Nie moge sie spoznic czy wziac kilku dni wolnego, bo ktos na mnie czeka i jest niejako ode mnie uzalezniony. Dla mnie poczucie wolnosci jest chyba najwazniejszym priorytetem ale o tym byc moze napisze innym razem.  Dwa miesiace temu mama kolezanki mojego meza upadla i zlamala kosc udowa, potrzebowala kogos od zaraz do pomocy przy opiece nad mama.  Nie chciala jej oddawac do osrodka rehabilitacyjnego, bo jest tam zakaz odwiedzin a jej mama ma demencje i 83 lata... No i pojawil sie aniol w mojej nieskromnej postaci :) Pracowalam do czasu, gdy znajda kogos odpowiedniego na moje miejsce, dokladnie w tym samym dniu wprowadzono czerwona strefe wiec jestem w domu i odpoczywam, przede wszystkim mentalnie. 

Marzec u nas sloneczny jak rok temu tylko widok za oknem sie zmienil, bo od kilku miesiecy w porcie statki rejsowe czekaja na lepsze czasy.


 Najwiekszy z nich to MSC Seaside,  mozecie zobaczyc klikajac w link, samej zalogi ma pnad 1400 osob...To bardzo ciekawy widok, niesamowite wrazenie robi o zachodzie slonca mieniac sie  zlocistymi odcieniami. 

Zapisalam sie na wizyte na badanie wzroku, potrzebuje nowych okularow, wrocilam do puzzli i sudoku, to moj ulubiony rodzaj medytacji :) Nadrabiam zaleglosci telefoniczno-towarzyskie,  slucham moich jutubowych ulubiencow, doprowadzam do porzadku mieszkanie i czekam na zmiane kolorow pozwalajacych na swobodne przemieszczanie sie po miescie i swiecie, chociaz zdaje sobie sprawe, ze na swiat przyjdzie mi jeszcze troche poczekac. Nie jestem calkowicie bezrobotna, swiadcze tzw. uslugi domowe, ktore teraz  sa w zawieszeniu... Ciesze sie kazda chwila, pije sok owocowy  zrobiony w wyciskarce wolnoobrotowej  i "celebruje zycie", jak to ktos gdzies powiedzial, czy napisal...

piątek, 15 stycznia 2021

Czarny humor dyslektyka

W szkole szlo mi  raczej dobrze, chociaz zawsze mialam problem z ortografia i nauczeniem sie tekstow  na pamiec i za nic w swiecie nie moglam pojac chemi i fizyki.  Nie potrafilam szybko czytac, tak jak moja starsza siostra ale myslalam, ze to dlatego, ze moja siostra jest taka madra, wzor niedoscigniony. Ksiazka, ktorej przeczytanie zajmowalo siostrze powiedzmy jeden dzien, mi zajmowalo tydzien. 

Lektur szkolnych nie czytalam, ale umialam to skrzetnie ukrywac i przez cale zycie uchodzilam za  osobe, ktora lubi duzo czytac. Faktycznie lubie. Bylam stalym bywalcem biblioteki. Wypozyczalam 4 ksiazki i zwracalam po przeczytaniu jednej z nich. Jezeli juz czytalam do konca dana ksiazke, to musiala mnie rzeczywiscie interesowac i, ze tak sie wyraze, rezonowac ze mna :) Kryminalow, harlekinow i innych romansidel nie czytalam nigdy, wyjatek stanowil Sherlock Holmes. 

Dzieki "Malej Dorrit" zakochalam sie w Dickensie ale nigdy nie przeczytalam do konca "Klubu Pickwika". Bedac w Londynie odwiedzilam muzem Dickensa, z emocji  przeplakalam cala wizyte, bylam przeciez w jego prywatnym domu otoczona jego osobistymi przedmiotami...


Odwiedzilam rowniez dzielnice, w ktorej sie wychowal i bardzo chcialam odwiedzic bar ponizej, ale byl zamkniety :/



Ogolnie pokochalam poprzenia epoke, zaczynajac od  serii "Ani z Zielonego Wzgorza", "Lalke" i "Noce i dnie". 
Na gwiazdke, dwa dni przed kwarantanna, dostalam od mojej przyjaciolki "Ragazza delle perle" z serii "Siedem Siostr" Lucindy Riley.  Oczywiscie bylam zadowolona z prezentu, chociaz nigdy dotad nie przeczytalam tego typu ksiazki w jezyku wloskim, ponad 650 stron powiesci... Poszlo lepiej niz myslalam, glownie dlatego, ze znaczna czesc opisywanych wydazen dzieje sie na poczatku poprzedniego stulecia w Australii. Moja przyjaciolka wie o mojej fascynacji poprzenia epoka a Australia to przeciez druga ojczyzna Luia, miala wiec nadzieje, ze ksiazka przypadnie mi do gustu. 
Przyznaje, ze jestem z siebie dumna, wedlug testow na dysleksje wychodzi na to, ze nim jestem, na szczescie w lekkiej formie :)

Wlasciwie przed napisaniem wpisu chcialam opowiedziec na inny temat, a mianowicie o poczuciu humoru. Lubie sie zdrowo posmiac ale nie wszystko mnie smieszy. Wczoraj na "jutubie" znalazlam audiobook ksiazki, ktora jako jedyna przeczytalam trzy razy. Jesli ktos nie nie zna, to zapraszam do posluchania. To kwintesencjia poczucia humoru, ktory sprawia, ze smieje sie w glos. Smiech to zdrowie, a czasy mamy takie, ze takie darmowe lekarstwo staje sie bezcenne. Opowiadanie napisane ponad 130 lat temu i nadal bardzo aktualne. Ciekawa jestem Waszych refleksji na temat ponizszej ksiazki :)

środa, 6 stycznia 2021

Blondynka na kwarantannie

 Nowy rok przywitalam w pizamie ale za to w moich tradycyjnych noworocznych szpilkach. Tutejsza tradycja glosi, ze trzeba miec na sobie cos czerwonego na rozpoczecie roku :) 


Nie wiem jak to sie dzieje, ale moj introwertyzm miewa sie coraz lepiej i przyznaje, ze czuje sie w jego towarzystwie bardzo dobrze. Skutek uboczny jest taki, ze mimo szerokich rozkminek i dywagacji w mojej glowie, w formie pisemnej mam trudnosci z ulozeniem dwoch sensownych zdan :)

Nadal siedzimy z Luim na kwarantannie. Czuje sie coraz lepiej, zaczynam powoli rozrozniac smaki i zapachy. Lui miewa sie swietnie i dla niego siedzenie w domu to po prostu niezasluzony (!?) areszt domowy. On juz pojutrze wyjdzie na wolnosc, ja dopiero za 10 dni. 

Dzieki youtubowi dowiaduje sie roznosci na przerozne tematy, ktore w danej chwili mam ochote zglebiac. Swietny wynalazek. Slucham podkastow, wywiadow, wykladow i roznych roznoci, a sluchajac ukladam sobie puzzle lub pasjanse. Uwazam  by przekazywane tresci nie angazowaly mnie emocjonalnie, chce byc jedynie obserwatorem, degustatorem wiedzy, ktora mam przyjemnosc  poszerzac. Wybieram  youtuberow z pozytywnym nastawieniem, przedstawiajacych swoje racje i opinie bez obrazania  osob o odmiennych pogladach. 

Ciekawe jak dalej potocza sie sprawy w tym roku. Chcialabym pojechac do Polski wraz  z mezem, najlepiej latem. Kto wie czy w tym roku nie bedzie kolejnego slubu, corka z zieciem przebakuja cos o zalegalizowaniu zwiazku. Z planami jednak poczekam jeszcze troche, tymczasem planuje wrocic do pelni zdrowia :)



O kryzysie malzenskim i moim nowym hobby

 Zaczne od poczatku:) Ubiegly rok  rozpoczal sie od klopotow z zebami, ktore wyniknely z odkladania w czasie, bo najzwyczajniej w swiecie po...