piątek, 26 maja 2023

O kryzysie malzenskim i moim nowym hobby

 Zaczne od poczatku:) Ubiegly rok  rozpoczal sie od klopotow z zebami, ktore wyniknely z odkladania w czasie, bo najzwyczajniej w swiecie potrzebna mi byla wieksza suma pieniedzy, ktorej nie mialam. Lui, zdecydowal sie postapic jak prawdziwy maz i pomogl sfinansowac dentyste. Gdy Lui ma wydac pieniadze, jakiekolwiek, nawet kilka centow, sprawia mu to niemal fizyczne cierpienie...co mnie doprowadza (a raczej doprowadzalo) do szewskiej pasji...  Ogolnie, Wlosi maja inne podejscie do pieniedzy niz Polacy, my lubimy byc hojni i czesto wydajemy wiecej niz zarabiamy. Wloch jest, delikatnie mowiac, oszczedny. Lubi  oszczedzac na czym tylko sie da i miec oczszednosci w banku. Nie twierdze, ze tak postepuja wszyscy, oczywiscie generalizuje. Uwazam, ze  rozwane  podejscie do pieniedzy jest  pozytywne i godne nasladowania ale sknerstwo mnie drazni niesamowicie...

Luiowi nie pasowala moja praca jako opiekunki, bo malo mnie bylo w domu. Mnie praca pasowala, bo sie nie przepracowywalam, dwa kroki od domu, bezstresowo... Stres zaczynal sie w domu, bo Lui taki biedny sam w domu posilki spozywal a czasem nawet musial cos ugotowac, taki makaron na przyklad... Pomyslalam wiec, ze zajme sie na serio praca jako konsultantka firmy kosmetycznej i zadowole meza bedac wiecej w domu. Na poczatku bylo calkiem milo, po miesiacu juz mniej... zaczely sie dyskusje typu "po co czlowiekowi zona" Uswiadamnialam Luiowi, ze zona to nie gratisowa sluzaca, on natomiast twierdzil, ze skoro mam co jesc i gdzie spac to juz nic mi innego nie brakuje...

Na poczatku, gdy zamieszkalismy razem, obydwoje pracowalismy, placilam polowe rachunkow i polowe wszystkich podrozy. Po kilku latach, zdecydowalam wycenic czas za moje prace domowe i oznajmilam Luiowi, ze praujac srednio dwie godziny dziennie powinnam orzymywac okolo 600 euro miesiecznie (wedlug tutejszych stawek godzinowych) Oczywiscie nie chce od niego pieniedzy ale nie placilam juz za rachunki a do wspolnych podrozy dokladalam sie symbolicznie, a propos podrozy, w sierpniu ubieglego roku obchodzilismy nasze dziesieciolecie, z tej okazji wybralismy sie w podroz do Irlandii, ktora opisze innym razem. 

Wsrod produktow, ktore promowalam, mialam tzn. mam, doskonaly, profesjonalny olej do masazu o cudownym zapachu. Pomyslalam sobie, ze fajnie byloby umiec masowac i przy okazji polecac produkty... Zaczelam wiec niesmialo szukac odpowiedniego kursu, nie jakiegos weekendowego czy internetowego ale takiego, po ktorym mialabym umiejetnosci na dobrym poziomie. Znalazlam, zapisalam sie i sie zaczelo, otworzyl sie przede mna inny swiat, okazalo sie, ze mam talent! :D

Lui od poczatku podkreslil, ze nie bedzie mnie finansowal, zebym nie myslala, ze za jego pieniadze otworze studio i wogole nie ma mowy, ze w JEGO mieszkaniu znajdzie sie miejsce na lozko do masazu. Przyjelam do wiadomosci i oznajmilam, ze nie chce od niego ani centa i ze sobie poradze bez jego pomocy. Wszystkie dyskusje bez klotni i awantur. Wraz ze mna kurs rozpoczal pewien kolega, ktory w swoim mieszkaniu planowal otworzyc prywatne studio, bo mieszka sam i ma pusty pokoj...na spolke kupilismy profesjonalne lozko i kilka akcesoriow. Nie bylo to idealne rozwiazanie, bo troche daleko od mojego domu i wynajecie tez troche kosztowalo a klientow tyci tyci i to za symboliczna kwote. Pewnego razu Lui zdecydowal sie, ze podda sie mojemu masazowi, o ktorym wczesnij nie chcial slyszec i nareszcie cos sie w jego umysle odblokowalo. Po pierwsze byl zdumiony, ze tak swietnie masuje, po drugie, poznal mojego kolege... Kolega jest modszy od Luia, wyzszy, no po prostu to przystojny facet... 

Od stycznia uczeszczam na kurs dla zaawansowanych i przyjmuje klientow, a wlasciwie klientki w domu.  Uzgodnilismy z Luiem godziny, w ktorych transformuje  mieszkanie w studio. Niestety nie mamy dodatkowego pokoju, tylko salon z aneksem i sypialnie. Lui jest bardzo czesto poza domem a jego biurko z komuterem jest w sypialni, wiec na czas masazu stawiam parawan. Lozko i parawan dostalam w prezencie od starego przyjaciela :) Dopoki mam w tygodniu 3-5 klientki, wszystko sie da pogodzic. Z czasem zobaczymy co dalej. Z kolega pozostalismy w przyjacielskich relacjach, zwrocil mi zainwestowane pieniadze, kontynuowanie kursu juz go nie interesowalo...








wtorek, 9 maja 2023

Dwa cuda

 Tak tu sobie zajrzalam, spojrzalam na date... mina dokladnie rok od ostatniego wpisu...wiec

zmienilam tytul  z "codziennika" na "notatki" bo jaki to codziennik raz do roku pisany :D 

Nie chcialam jednak dzis pisac o sobie ale o dwoch cudach zycia...

Te dwa cuda to moja synowa i moj wnuczek, ktory pod koniec czerwca bedzie ochodzil swoje pierwsze urodziny... i to jest cud bo mogloby ich nie byc... rok temu moja synowa stala sobie na przystaku autobusowym, niedaleko przejscia dla pieszych, byla w osmym miesiacu ciazy gdy nagle na chodnik wjechal z impetem samochod...  Widzialam te scene na przypadkowo nagranym materiale...salto w powietrzu na kilka metrow... ale oboje przezyli, sa piekni i zdrowi...

Jak wyglada ich zycie dziesiaj, mozecie zobaczyc na ich kanale na yotube; jako mama i babcia prosze o ogladanie i lajkowanie :D




niedziela, 8 maja 2022

Pogoda dla bogaczy :)

 Kilka dni temu bylam w moim  banku w sprawie  karty przedplaconej. W holu bankowym stoje przy stanowisku informacyjnym i rozmawiam z pracownikiem, ktory udziela mi rzeczowych informacji. Nieoczekiwanie  podchodzi starszy pan i  mowi: "Wasz bank  gubi pieniadze",  nastepnie wrecza urzednikowi 10 euro. Urzednik, grzecznie ponformowal, ze nie moze tych pieniedzy przyjac, widocznie jakis klient zgubil banknot, "Prosze sobie wziac te pieniadze, bedzie na kawe" odpowiedzial zartujac. Starszy jegomosc zrobil krok w tyl, spojrzal dumnie na mnie i urzenika i z wyrazem pogardy rzucil banknot na podloge. Niewiele myslac, podnioslam pieniadz mowiac "a ja je wezme, bo pracuje zeby  pieniadze zarobic".  Schowalam banknot do portfela, jegomosc odszedl w swoja strone a urzednik kontynuowal  tlumaczenie mi, gdzie moge doladowac karte. 

Jak byscie zachowali sie na moim miejscu?



środa, 20 kwietnia 2022

Z ziemi portugalskiej do wloskiej

 Wrocilismy w nocy z soboty na niedziele wielkanocna, przeladowani emocjami i najzwyczajniej zmeczeni. Na pytanie "czy wypoczelam?" odpowiadam zdecydowanie NIE, odpoczywanie u boku mojego meza jest trudne do zrealizowania :)

Lisbona okazala sie piekniejsza niz sobie wyobrazalam oczywiscie, wiedzialam, ze jest piekna, bo to mowil kazdy, kto tam byl. Zaskoczyla mnie zielen, skwery, parki i pojedyncze  drzewa, sprawialy, ze nie czulam sie zamurowana i zabetonowana. Po drugie, spodobalo mi sie urozmaicenie terenu, wzgorki i pagorki, schody, schodki, zabytkowe windy, strome uliczki i oczywiscie miejsca i tarasy widokowe. Jednak najbardziej zauroczyly mnie kafelki azulejo, ktorymi byly pokryte domy, kamienice, tarasy itd. Zwiedzilismy rowniez muzem azulejo, podobalo mi sie ale uwazam, ze cale miasto wyglada jak wystawa przeroznych kafelkowych wzorow. 










Dodam, ze miasto jest czyste, zadnych smieci po katach, czy petow na chodnikach. Zdecydowanie cztery dni to za malo,  mam wielka ochote tam wrocic na dluzszy pobyt, zeby bez pospiechu delektowac sie tym miastem i przepysznymi "pastejs", pychota!


Miato jest wielokulturowe i kolorowe pod kazdym wzgledem.  Jedyny minus to...dilerzy narkotykow, niemal bezkarnie zachecajacy do nabycia  wiadomych substancji. 
 
Do Algarwe pojechalismy autobusem, dobre, bezposrednie i szybkie polaczenie z Lizbony do Albufeiry. W niespelna 3 godziny jazdy bylismy juz w innym swiecie, spokoj, relaks, morze, plaze i mnostwo zieleni. Algarwe przypomina Grecje, biale budynki, czesto z niebieskimi obramowaniami okien i rzwi. Wynajelismy male mieszkanie, zeby bardziej poczuc klimat codziennego zycia, nie tylko jako turysta. Do pazy i cenrum pelnego lokali i  barow z muzyka na zywo mielismy 10 minut piechota, super lokalizacja, okolica spokojna i cicha. 
 
Okolo 30 lat temu Lui spedzil w Algarwe dwa tygodnie ze swoja byla zona i przez lata nasluchalam sie, ze to miejsce najpiekniejsze na ziemi i raj dla emerytow, bo nie placa podatku od emerytury jesli postanowia tam zamieszkac. Do tego raju podatkowego przybylo wielu Europejczykow, zbyt wielu, praktycznie 80% to obcokrajowcy. Luiowi jednak zadna ulga podatkowa nie przysluguje, bo cale zycie pracowal na panstwowej posadzie i takowe emerytury nie podlegaja ulgom fiskalnym. 
Wynajelismy auto i zwiedzilismy region wzluz i wszez, czasem towarzyszyli  nam  znajomi Luia, ktorzy tam zamieszkali z wyzej wspomnianych powodow. 
Pogoda sprawiala nam psikusy czasem nawet padalo. Wiatr to praktycznie codziennosc, w gorace letnie dni wiatr jest super, ale w kwietniu czasem dawal sie we znaki. Najcieplej bylo ostatniego dnia pobytu, co widac na ostatnim zdjeciu :)












Ostatniego dnia nareszcie moglam wypoczac, temperatura i plaza byly idealne. Moje biale cialo pragnelo slonca i o dziwo, mimo kilku godzin spedzonych na plazy wrocilam rownie biala, Lui wrecz odwrotnie :)
Po powrocie do domu, wiedzielismy juz, ze nie wyprowadzimy sie do Portugalii. Powod pierwszy, brak ulgi fiskalnej, po drugie, tam maseczki i czepionki to normalnosc, jak trzeba spelnic obywatelski obowiazek, to sie go spelnia i tyle. Po trzecie, my juz mamy mieszkanie z widokiem na morze i TU jest nasz dom. Kochamy podroze, ale zamieszkanie w innym kraju, to zupelnie cos innego. Ja wiem to z autopsji, chcialam, zeby Lui tez to poczul. Na szczescie to madry facet :)

poniedziałek, 14 lutego 2022

Buon San Valentino!

 Takie sobie kwiatki dostalam dwa dni temu z okazji walentynek i przyznaje, ze bylam zaskoczona :)


Zrobilo sie wiosennie i milo, i pachnaco az za bardzo :) 

Na romantyczny obiad we dwoje wybralismy sie za granice czyli do Slowenii. Nie mogac korzystac z uslug tutejszych restauracji i barow jedziemy kilkanascie kilometrow dalej. Na granicy robi sie test, ktory kosztuje 10€ a nie 15 jak tutaj i mozna sie cieszyc "normalnoscia".

Od jutra osoby w moim wieku, czyli po piecdziesiatce, nie maja prawa pracowac jesli nie przyjma eliksiru. Juz teraz wiele osob jest zawieszona w pracy bez wyplaty, w sobote bylismy na kolacji u naszych przyjaciol, ktorzy od miesiecy zyja ze swoich oszczednosci. Rozmawialismy o mozliwosciach wyjazdu i zamieszkania w jakims kraju, gdzie pozwala sie ludziom zyc. W kwietniu lecimy z Luim do Portugalii na dwa tygodnie w celach nie tylko rekreacyjnych ale przede wszstkim rozeznania sie w temacie ewentualnej przeprowadzki. Lui  ma status ozdrowienca do poczatku lipca, potem znowu nie bedzie mogl korzystac z uslug klubow sportowych, a dla niego sport, zlwaszcza tenis, to esencja zycia. Przeprowadzka bylaby raczej tymczasowa, np. polroczna z nadzieja, ze zawali sie ta piramida glupoty.  Ja jestem w dosc dobrej sytuacji bo mam prace, w ktorej nikt mnie do niczego nie zmusza i to w dodatku pod domem, wiec nie mam problemu z dojazdem. Sport mnie nie interesuje ale zakaz wstepu do transporu publicznego sprawia, ze wyrabiam sporo kilometrow chodzac piechota. Dojscie do centrum miasta to okolo 30-40 minut czesto po schodach i pod gorke...  

Coraz rzadziej wiec spotykam sie z kolezankami na miescie, bo nie mozemy wejsc do baru ani nawet usiasc przy stoliku na zewnatrz. Do sklepow odziezowych, obuwniczych i juz nie pamietam jakich, tez nie moge wchodzic. Taka jast teoria, w wiekszosci sklepow nikt sprawdzania paszportow nie przestrzega bo sklepy i tak swieca pustkami. W wielu barach tez te green pasy nie sa sprawdzane ale ryzyko otrzymania mandatu jest znaczne, wiec sobie odpuszczam. Jest jednak kilka miejsc np. bar al Foro, ktore sa oaza wolnosci, odbywaja sie tam spotkania z adwokatami i inne tego typu akcje. 

Kreatywnosc kwitnie w sposobach jak pokojowo w kraju bezprawia bronic swoich praw. Wiece i marsze nie przynosza efektow i w mediach przedstawiane sa jako zgromadzenia chuliganow i ciemych mas, ktore pragna rozprzestrzeniac grozne firusy na porzadnych, czyli zaczepionych, obywateli. Obecnie trwa akcja skladania pozwow do prokuratury przeciwko rzadzacym, Wniosek nalezalo wydrukowac wypelnic i zlozyc np. na komisariacie, do tej pory zlozono ich ponad 200 tys. Nawet w gownych mediach pokazywano kolejki przed prokuratura. Zobaczymy co z tego wyniknie, wnioski sa oficjane, przygotowane przez adwokatow wiec nie moga tego ukryc. Inna inicjatywa to spotkania aperitiwo na wybranym placu gdzies w centum danego miasta. Kazdy przychodzi ze swoim napojem lub przekaska, mozna sobie stac i rozmawiac bez lamania prawa. Lokale dookola nie zarabiaja ani grosza i moga za to podziekowac komu trzeba. 

Poki co nierzad oglosil, ze nie trzeba juz nosic maseczek na swiezym powietrzu, gowne media oznajmialy te wiadomosc w "ochach i achach" a mimo to na ulicach widac zamaskowanych, przekonanych, ze to swieze powietrze moze im jednak zaszkodzic. Moja kolezanka powiedziala, ze lubi nosic maseczke, zwlaszcza w miescie ze wzgledu na smog... ale przez 70 lat swojego zycia tej maseczki nie nosila i dopiero teraz smog jej przeszkadza... No wiec tak szybko zmiany na lepsze sie nie spodziewam, bo jakie spoleczenstwo taki  "rzond" i takie prawa...

czwartek, 13 stycznia 2022

O robieniu dobrze

Sylwester udal sie bardzo, bylo wesolo i wszyskim dopisywal humor i apetyt, mimo to jedzenia pozostalo tyle, ze gospodarz domu zaprosil na poprawiny na obiad drugiego dnia. Tym razem juz nie bylo tak wesolo, bo jedna z  uczestniczek sylwestrowej nocy lezala w lozku z goraczka. Jest zaczepiona jak nalezy  ale okazala sie pozytywna, o czym oczywiscie nie wiedziala. No i tak sie zaczelo, po kilku dniach wiekszosc  gosci miala objawy przeziebienia, mniej lub bardziej dokuczliwe. Pobawie sie w statystyke, w dwunastoosobowej grupie 7  to osoby zaczepione, 5 nie. W grupie siedmiu osob zaczepionych, piec okazalo sie pozytywnych, wsrod pozostalej piatki dwie osoby sa pozytywne. Wszyscy nieczepieni mialy zrobiony test przed impreza i byly  zdrowe.   

Ja i Lui zaifekowalismy sie  na calego, stan podgoraczkowy, katar i uporczywy suchy kaszel. Test Lui wyszedl pozytywny a moj negatywny. Zrobilam sobie jeszcze dwa w kolejnych dniach, zalezalo mi, zeby wyszedl pozytywny bo mialabym status ozdrowienca. "Niestety" jestem ozdrowiencem bez praw czlowieka, te bowiem sa zarezerwowane wylacznie dla osob regularnie czepionych i ozdrowiencow przez 6 miesiecy. 

Wiadomosc wejscia w zycie ustawy o przymusowych czepieniach osob powyzej piedziesiatki szarpnela mocno naszymi nerwami. Lui reaguje gwaltownie i odzywa  sie w nim odruch serynego zabojcy :) Na szczescie bedzie mial status ozdrowienca (musi jeszcze wykonac jeden test, tym razem negatywny). To go nieco uspokoilo bo widmo mandatow za niesubordynacje sie oddala i bedzie mogl jak czlowiek pojechac na ukochane narty, isc na basen, na stadion, no i oczywiscie na tennis. 

Co do wolnosci osobistej, pozwole sobie opowiedziec co przydarzyloylo mi sie kilkanascie lat temu. Pewien osobnik plci meskiej oznajmil, ze "zrobi mi dobrze",  nie mialam na to zadnej ochoty, wiec probowal "zrobic mi dobrze" uzywajac sily. Zaczelismy sie szarpac, bylam przerazona, nie wierzylam w to co sie dzieje, wreszcie zaczelam krzyczec "ratunku!", wowczas on zaslonil mi usta  dlonia. Resztkami sil i przytomnosci umyslu uwolnilam jedna reke, chwycilam za maly palec jego dloni na mojej twarzy i wylamalam... Facet w jednym momencie oprzytomnial, puscil mnie, wstal, powiedzial "wygralas" i odszedl. 

Moje cialo nalezy do mnie, dbam o nie jak najlepiej i NIKT nie bedzie mnie dotykal i robil mi cos na co nie wyrazam zgody. Wolnosc wyboru to podstawowe prawo dane czlowiekowi od Boga. Wybieram i ponosze konsekwencje tego wyboru. 

Nie wiem czy jeszcze bede tutaj pisac, dla osob, ktore chcialyby sie ze mna skontaktowac podaje mail

elasniar@gmail.com

Pozdrawiam serdecznie, szczesliwa mimo wszystko :)




piątek, 31 grudnia 2021

Sylwestrowo...

Hucznego Sylwestra nie bedzie, zabroniono zabawy nawet tym  z potrojna dawka i zrobionym testem. Tylko w ten sposob legalnie mozna jesc odswietna kolacje w lokalu,  ale nie wolno tanczyc (!) Wzmozono patrole policyjne oraz innych sluzb kontrolnych. W takich okolicznosciach nie mozemy oczywiscie urzadzac naszej zaplanowanej imprezy  wiec zorganizowalismy sie w grupce przyjaciol i spotykamy sie na chacie u jednego z nich. 
Kazdy z nas przynosi cos, ja tradycyjnie robie salatke wloska. Do wczoraj nie wiedzialam, czy pojdziemy, bo kilka dni temu mialam kontakt z tzw. osoba pozytywna i czekalam na wynik testu. W ubieglym roku Swieta i Nowy Rok spedzalismy na kwarantannie i malo brakowalo, zeby tradycji stalo sie zadosc :)
W tym dobiegajacym konca roku wydazylo sie sporo, mysle ze niektore doswiadczenia zostana zapisane w historii i czas pokaze w jakim kontekscie te wydazenia  zostana przedstawione. 
Mimo wszsystko mam za co dziekowac, jestem zdrowa, a to dar bezcenny, mam osoby, ktore kocham i ktore mnie kochaja, mam gdzie mieszkac i to w moim wymarzonym  miejscu na ziemi. 
W tym roku poznalam wiele cudownych osob, tak w swiecie realnym jak i wirtualnym. Zaprzyjaznilam sie z moja sasiadka, ktora jest w moim wieku i ma podobne poglady na zycie. Dzieki niej pracuje tu gdzie pracuje, pod domem, bez koniecznosci dojazdow i "zielonych paszportow". 
Sfinalizowalam sprawy majatkowe i notarialne w kraju i podzielilam dzieci. Moj syn przed swietami oznajmil mi w "tajemnicy" ze za kilka miesiecy zostanie tatusiem (ale to tajemnica wiec cicho sza:)
Lui w wigilie sprzedal swojego  golfa po 20 latach (ach!) a wczoraj prawie kupil nowszego, ze wzgledu na okres swiateczny na sfinalizowanie transakcji musimy poczekac kilka dni. 
Toby bylo na tyle, teraz biore sie za robienie salatki a potem za robienie sie na bostwo :)

Duuuzo zdrowia, optymizmu i pogody ducha w nadchodzacym Nowym Roku Kochani!!!







sobota, 18 grudnia 2021

Moj jest ten kawalek podlogi...

 Ten kawalek podlogi na zdjeciu jest wlasciwie Luia, bo mamy rozdzielnosc majatkowa, ale  patrzac na te zdjecia przypomniala mi sie piosenka z lat '80 ktorej tekst  bardzo pasuje do obecnych czasow.

 



Wczoraj odwiedzila mnie kolezanka, ktora jeszcze nigdy u mnie nie byla i powiedziala, ze majac taki widok toby mogla non stop na kwarantannie siedziec :) Nie, zebysmy teraz na niej przebywali ale kto wie co tez "mondre glowy" jeszcze wydumaja. 
Ostatnio, nie powiem, troche ich w duchu poklelam, jak narobilam kilometrow z buta, bo do autobusu mam zakaz, a na dodakek bylo zimno i nie moglysmy z kolezanka jak cywilizowani ludzie wejsc do baru posiedziec... a dookola zozbrzmiewaja swiateczne nastrojowe piosenki...
Mimo wszystko Mikolaj pod nasza choineczka dostawia kolejne pakuneczki, a renifery do Polski juz sa w drodze. Wigilia bedzie u nas, mialam pracowac wiec nic nie planowalam, ale ide do pracy dopiero po swietach wiec cos tam upitrasze rybnego. Na szczescie nikt nie oczekuje dwunastu dan :)  Obiad swiateczny u tesciowej a w drugi u przyjaciol, czyli poki co zapowiada sie dobrze.
 Sylwester planujemy w sporej grupie znajomych, w tym samym lokalu, w ktorym mielismy wesele. Kolega organizator to policjant, upewnil  sie, ze jesli organizujemy przyjecie prywatne, to wystarczy test. Grupa bedzie mieszana mniej wiecej po polowie szepieni i nieszepieni, jak sie mozna domyslic ekstremisci  i wielce wystraszeni nie skorzystali z zaproszenia. 
Lui wlasnie wrocil z wyprawy rowerowej, ktora jak zwykle uskutecznia w grupie kolegow rowerzystow. W ubieglym roku dokladnie w tym samym czasie przy takiej okazji prawie cala grupa zlapala kowida, tak wiec Swieta i Nowy Rok spedzilismy na kwarantannie, mimo wszystko dobrze to wspominam:) 
O podsumowaniu roku  napisze nastepnym razem, teraz nie bede sobie i czytelnikom psula nastroju... :)

wtorek, 7 grudnia 2021

piątek, 26 listopada 2021

Jest super!

 Zeby urozmaicic codzienna monotonnosc, rzad (ktorego nikt nie wybral w wyborach) wymyslil super green pass. Ma obowiazywac od 6 grudnia ale w moim regionie postanowiono wprowadzic rygor tydzien wczesniej. Planowano, zeby nie pozwolic ludziom niezaszczypowanym chodzic do pracy, ale na szczescie zrezygnowano z tego pomyslu. Bedzie mozna pracowac po zrobieniu testu, na wlasny koszt oczywiscie. Od poniedzialku osobom takim jak ja zabrania sie wstepu do barow, restauracji, kina, muzem, teatru, wszelakich imprez rozrywkowo kulturalnych, na silownie, basen, stadion itd. Bez wykonania testu  nie mozna isc do pracy i nie mozna korzystac z transpotu publicznego.  Protestowac na ulicach tez juz coraz trudniej bo w wielu miejscach jest wprowadzony zakaz demonstracji.

Jestem w dobrej sytuacji, mam prace pod domem u osob, ktore maja podobne poglady do moich wiec wspieramy sie na duchu wzajemnie. Jest mi przykro gdy widze rodziny ledwie wiazace koniec z koncem a tu jeszcze im sie doklada, np. moja kolezanka zarabia robiac pedikure w domach klientow, dojezdza autobusami, bierze za wizyte 15€, tyle samo kosztuje test. 

Mam znajomych i przyjaciol, ktorzy sa zaszczepieni i nie widza problemu we wspolnych spotkaniach, obejmujemy sie, sciskamy i jestesmy zdrowi. Cuda! Komu zalezy na podzialach, nastawianiu jednych przeciwko drugim? Przeciez jezeli szczepionka jest nieskuteczna nawet po trzykrotnym jej zastosowaniu, to czemu wina obarcza sie tych, ktorzy jej nie przyjeli? To oczywiste, ze gdyby byla pewnosc, ze owe panaceum na wirusa jest skuteczne i bezpieczne to nie potrzebny bylby zaden przymus jego zastosowania. 

Mimo wszystko nadal wierze w dobro i zdrowy rozsadek i  to by bylo na tyle :)


piątek, 22 października 2021

Czy to tylko zly sen?

Moj ostatni pobyt w Polsce, byl wyjatkowo stresujacy. Moja corka jest w trakcie duzych zyciowych zmian, potrzebowala (i potrzebuje nadal) nie tyle wsparcia materialnego, co obecnosci fizycznej kogos, na kim moze bezgranicznie polegac. 
Po powrocie do domu  dwa dni odsypialam i dochodzilam do rownowagi pomiedzy obecnym zyciem tu i teraz jako zona stesknionego  Lui, w moim mieszkaniu, w ktorym wszystko ma swoje miejsce, gdzie panuje spokoj, cisza i milosc. 

Obchodzilismy nasza pierwsza rocznice malzenstwa, planowalismy kolacje z przyjaciolmi w lokalu, w ktorym odbylo sie nasze skromne wesele i jakis krotki wypad np. do Werony. Czasy jednak przyszly takie, ze nam sie odechcialo. Weszlo zarzadzenie, ze osoby tzw. drugiej kategorii nie moga spozywac niczego siedzac wewnatrz lokalu, maja zakaz wchodzenia do muzem, kina, pociagu, basenu,  samolotu, uczestniczenia w imprezach sportowych i kulturalnych etc. W wyniku tych zarzadzen zdecydowana wiekszosc obywateli zdecydowala sie na kategorie pierwsza, nie ze wzgledow zdrowotnych ale dla tzw. wolnosci. 
Rzad wloski zdecydowal pojsc jeszcze dalej w zaciskaniu petli na szyjach poddanych i ustanowil zakaz pracy i dochodu dla osob spoza pierwszej kategorii. Mozna sobie oczywiscie co  48 godzin czyscic nos, za jedyne 15 euro stojac wczesniej kilkugodzinnej kolejce lub zapisac sie na test przez internet z dwutygodniowym wyprzedzeniem...  Osoba, ktora jest zmuszona wbrew swojej woli do pzyjecia szepionki, musi jednoczesnie podpisac oswiadczenie, ze robi to z wlasnej woli i na wlasna odpowiedzialnosc... 

Pracownicy portu w Trieste odpowiedzieli jako pierwsi, rowniez inne miasta dolaczyly  do protestu,  wszystko jak najbardziej pokojowo. Mieszkancy gromadzili sie by pokazac, ze sa, istnieja i maja do tego prawo. Mieszkam obok portu, w poniedzialek rano strajkujacy robotnicy, siedzacy i trzymajacy sie za rece na placu portowym zostali potraktowani z armatek wodnych. Na wiesc  o tym mieszkancy miasta przyszli na plac portowy dac wyraz poparciu dla robotnikow. Przyszly osoby w roznym wieku, starsze i mlodsze a nawet rodziny z dziecmi. Poszedl rowniez Lui a potem poszlam i ja. Spotkalismy wielu naszych znajomych. Stalismy i rozmawialismy i nagle poczulam strumien wody uderzajacy we mnie. Lui chwycil mnie za reke i odbieglismy na obrzeza placu. Nie wierzylam w to, co widzialam i czego doswiadczylam. Zawsze bylam po stronie tych dobrych i wierzylam, ze policja jest po to zeby bronic swoich obywateli. Stalismy tam w oslupieniu i niedowierzaniu. Chcialo mi sie plakac, bo upadl moj ideal, moj sen o cudownym kraju, w ktorym moge zyc teraz dlugo i szczesliwie. Myslalam, ze wladze urzywaja armatek wodnych przeciwko chuliganom na ulicach albo gdzies w komunistycznych  Chinach... 
Potem uslyszalam gluche wysrzaly, Lui znowu chwycil mnie za reke i zaczelismy biec jak najdalej od ladunkow z gazem lzawiacym. Mimo sporej odlegosci dym prowokowal nie tylko lzawienie, ale ostre draznienie  drog oddechowych. Wrocililismy z Luim do domu. Protestujacy zostali zmuszeni do opuszczenia placu portowego i wyruszyli na centralny plac miasta czyli Piazza Unità. Tam juz dano im spokoj. Czesc protestantow, zostala na ulicy nieopodal portu i naszego domu. Ta nieliczna grupa miala wyrazna ochote z policja powalczyc robiac to w sposob chuliganski. Tym osobom nie chodzilo o obrone praw obywatelskich tylko o uliczna rozrobe, co bardzo chetnie podchwycily media. Mieszkam na piatym pietrze na szczescie, przez okno ogladalam sceny, ktorych nie powstydzilby sie polski stan wojenny. 
Dzis mial sie odbyc wielotysieczny marsz pokojowy, jednak w obawie, ze te nieliczne grupy chuliganow wmieszaja sie w tlum, marsz odwolano. 

Poza tym zycie toczy sie dalej, mam przywilej pracowac, robimy zakupy, spotykamy sie z przyjaciolmi, unikajac ile mozna drazliwych tematow. 
Zeby nie bylo, ze jestem przeciwko szepionkom, nie zgadzam sie ze zmuszaniem do nich. Chce miec wolny wybor, co jem, z kim spie, co czytam, jak sie ubieram, czy sie maluje, co sobie aplikuje itd.



wtorek, 24 sierpnia 2021

A swistak siedzi i zawija w sreberka...

 Minelo ponad trzy miesiace od ostatniego wpisu na blogu wiec postanowilam, ze wyjde z cienia i opowiem w skrocie co u mnie. 

Pobyt w ojczyznie byl obfity w atrakcje roznego typu. Mozliwosc usciskania i przebywania z najblizszymi jest bezcenna i wszystko wskazuje na to, ze pod koniec wrzesnia ponownie tych bezcennych chwil bede mogla doswiadczac.  W czerwcu zalatwialam rozne sprawy materialno - notarialne, niektore z tych spraw zostaly zakonczone a inne wymagaja kontynuacji i mojego powrotu do kraju. Planowalam to zrobic na wiosne ale wystapily pewne  okolicznosci, ktore sprawily, ze zmienilam plany. Okolicznosci nie dotykaja bezposrednio mnie ale moich dzieci, a to jak wiadomo sila wyzsza :)

Po powrocie do Wloch juz na drugi dzien znowu wybralismy sie z Lui w  Prealpy Julijskie czyli w region Carni, zanim zaczal sie okres wakacji, bo te mialam wypelnione praca. Juz od dawna moj kalendarzowy grafik nie byl tak zapelniony. Do Carni wracamy rowniez za tydzien, tzn. na poczatku wrzesnia. Zabukowalismy ten sam apartament w Paluzza, jest to maly domek w centrum miasteczka. Czulam sie tam jak u siebie :)



Nie moge sie doczekac, ostatnio po raz pierwszy w zyciu widzialam swistaki, bylo ich cztery i bawily sie jak dzieci na stoku. Nie udalo sie uchwycic tego widoku przy urzyciu smatpfhona, pozostalo tylko cudowne wspomnienie :) Mialam rowniez mozliwosc objadania sie poziomkami, ktore rosly obficie przy szlakach pozbawionych turystow. Tym razem licze, ze lasy beda obfite w grzyby :)

Prawde mowiac, planowalismy tygodniowy pobyt na Sardynii ale we Wloszech wprowadzono pewne obostrzenia "paszportowe" nie tylko, zeby leciec samolotem ale jesc w restauracjach, przebywac w hotelach itp. itd. Postanowilismy wiec, ze dla zdrowia fizycznego i psychicznego, ze lepiej bedzie wybrac sie w nasze gory. 

Raz nawet wybralismy sie na wiec zorganizowany w obronie wolnosci wyboru. Wiece i zgromadzenia to zupelnie nie w moim stylu ale po prostu czulam, ze chce tam byc i bylam. Od czasu do czasu wtorowalam chorowi w okrzyku "Libertà!" Bylo to jedeno z pierwszych takich zgromadzen na glownym placu w Trieste. Zebralo sie  nas na oko ponad tysiac osob, z ciekawosci sluchalam lokalnych wiadomosci, co na ten temat powiedza. Dziennikaz znurzonym tonem, oswiadczyl, ze na placu zebrala sie grupka przeciwnikow wiadomo czego, w liczbie okolo 300 osob. W tym momencie zrozumialam, dlaczego chcialam uczestniczyc w tym zebraniu, widzialam na wlasne oczy ile osob sie zebralo i uslyszalam na wlane uszy co powiedzial dziennikarz w glownych wiadomosciach. 

O ile moge, unikam dyskusji na powyzszy temat, bo dbam o jasnosc w mojej duszy, ze tak sie wyraze. Tak jak dbam o przestrzen wokol mnie, tak dbam o swoje wnetrze, to fizyczne i niefizyczne. Odpuscilam pewne przyjaznie, ktore byly niejako ich atrapa, a w to miejsce pojawily sie przyjaznie prawdziwe, rezonujace ze mna. Jest tyle piekna wokol mnie i na nim koncentruje swoja uwage.  Wiem, ze sa na tym swiecie rzeczy przykre, na ktore nie mam wplywu ale mam wplyw na swoje zycie, na to o czym mysle, z kim sie spotykam, gdzie przebywam, jaka prace wykonuje. Im bardziej dbam o siebie tym staje sie silniejsza i  jestem w stanie pomagac innym, jesli zajdzie taka potrzeba. 
Zyje w pelnym zaufaniu i obserwuje jak to dziala w praktyce, jak zmienilo sie moje zycie, jak manifestuje sie w codziennosci. Od dziecka kocham kaczence...zycie odpowiada, chcesz? masz... :) a tuz opodal byly te swistaki...





sobota, 8 maja 2021

Moze tym razem sie uda :)

 Kupilam bilet  i w czerwcu przylatuje do Polski. Mam nadzieje, ze tym razem lotu mi nie odwolaja :) Bede prawie caly miesiac bo chce sie nacieszyc bliskimi i mam sporo spraw do zalatwienia. Poniewaz na poczatku roku przechodzilam covid, wyrabiam dokument stwierdzajacy, ze nie minelo jeszcze 6 miesiecy i nie potrzebuje szczepien i kwarantanny. Po przylocie do Warszawy planuje odwiedzic Syna pod Szczecinem a potem jade w rodzinne strony, czyli okolice Olsztyna, do Corki i wnuczka  i reszty rodziny. Wiec teraz tak sobie rozkminiam, jak najlepiej zorganizowac podroze po kraju ojczystym :)

Tymczasem zrobilismy sobie maly wypad za miasto, bo w przyszlym tygodniu bede dosc zajeta w pracy.  Pragnelam zieleni, natury, lasu i zwyczajnego kontaktu z przyroda.  Zaproponowalam Lui spedzenie kilku dni  w niedalekiej Carni bo jeszcze nigdy tam nie bylam, chociaz to tylko dwie godziny drogi.  Carnia lezy u podnoza Alp ale jest traktowana po macoszemu, bo Alpy i Dolomity to "prawdziwe gory" za to Carnia jest naturalna, niezdeptana turystycznie i cenowo duzo bardziej przystepna. 



 






Na ostatnim zdjeciu widac, ze szlaki turystyczne nie sa jeszcze w calosci dostepne po zimie i bardzo obfitych opadach sniegu. Czulam sie tam doskonale i juz planuje kolejny przyjazd we wrzesniu, zeby mozna bylo zbierac grzyby :)



poniedziałek, 3 maja 2021

10 lat na ziemi wloskiej

 Dzis mija dokladnie 10 lat od kiedy przybylam do Trieste z postanowieniem pozostania tu na zawsze. W moim rodzinnym kraju czulam sie chronicznie nieszczesliwa, powodow oczywiscie mi nie brakowalo, gdy wychodzilam z jednych, pakowalam sie w kolejne a owe problemy bardzo mnie polubily i praktycznie nie opuszczaly na momet :) 

Krokiem milowym byla decyzja o rozwodzie, ktory otrzymalam w 2004 roku , potem po podziale majatku zakupilam swoje wlasne mieszkanko i uczylam sie zycia na nowo, nowa praca, nowi znajomi, nowe doswiadczenia. Z bylym mezem mieszkalismy zawsze na wsi, co kilka lat przeprowadzajc sie do innego domu, bo w nowym domu mialo byc lepiej, inaczej a bylo jak zwykle, bieda i wieczne klotnie.

Jako rozwodka zdecydowanie odzylam, poczulam wiatr w zaglach i wyplynelam na przestronne wody...ale ja nie umialam zeglowac a nawet plywac, improwizowalam bez sternika, bez kapoka i kola ratunkowego... Wiedzialam tylko, ze gdzies tam jest moja szczesliwa przystan w Italii a jak juz tam przybede to bede nareszcie szczesliwa. Dziesiec lat temu, gdy moje dzieci osiagnely pelnoletniosc skorzystalam z zaproszenia pewnego wloskiego wdowca, ktorego poznalam on-line, jego byla zona byla Polka i wdowiec mowil po polsku. Wdowiec obiecywal zlote gory, ktore szybko  okazaly sie zlotym G...Byl nalogowym hazardzista, wymyslil sobie, ze znajdzie uczciwa i naiwna Polke, znajdzie jej prace, pomoze w wyrobieniu dokumentow i bedzie zyl z moich pieniedzy a nawet wezmie pozyczki na moje nazwisko...

Pracowalam jako opiekunka, zaplakana siedzialam w fotelu obok mojej podopiecznej pograzonej w swoim alzhaimerowym swiecie i powiedzialam sama do siebie "mowilas, ze gdy zamieszkasz we Wloszech to bedziesz szczesliwa, no i co ? jestes?"  Odpowiedzialam na glos "Tak, JESTEM SZCZESLIWA". To bylo postanowienie, ktore spowodowalo, ze problemy zaczely mnie mniej lubic. Pomalutku i zmudnie usuwalam ich korzenie, jak to robi sie z chwastami a w ich miejsce pojawialy sie zupelnie inne doswiadczenia. Znalazlam mieszkanko jako sublokatorka chorwackiej pielegniarki. Ona pomogla mi w znalezieniu nowej pracy i pewnego dnia przedstawila mi swojego znajomego. Jak sie domyslacie znajomy to Lui, czyli moj obecny maz. 

Zrozumialam, ze szczescie to stan umyslu, nadal usuwam z niego rozne haczyki, ktore sciagaja mnie w dol. Caly czas sie ucze, z  trudnych sytuacji wyciagam lekcje. Kiedys bezmyslnie powtarzlam slowa piosenki "w zyciu piekne sa tylko chwile", obecnie uwazam ze jest odwrotnie. Piekno jest wokol mnie i we mnie,  mimo ze czasem tego piekna  chwilowo nie widac.

 



piątek, 9 kwietnia 2021

Domowa wiosna w rozkwicie

 W dawnym  mieszkanku brakowalo mi miejsca na kwiaty, co miedzy innymi powodowalo, ze nie czulam sie w nim  jak u siebie. Poltora roku temu po przeprowadzce, prawie kazdy z odwiedzajacych przynosil nam w prezencie kwiaty doniczkowe, glownie storczyki. Druga tura kwiatow przybyla w pazdzierniku z okazji slubu, obfitosc roslin dookola sprawia mi radosc i ukojenie. Mysle ze moim roslinom tez jest dobrze ze mna :) Co prawda okazalo sie, ze zbyt obficie podlewalam storczyki, nigdy nie mialam orchidei, wiec dopiero sie ucze jak o nie dbac, mam nadzieje, ze zakwitna na nowo.   Oto niektore z moich ulubiencow :)






Azalie i cyklameny zazwyczaj przebywaja na balkonie, wstawiam  je do mieszkania, gdy aura moze im zaszkodzic.


Pelargonie, ktore zasadzilam  wiosna ubieglego roku, doskonale przetrwaly ataki zimy i nieprzyjaznych insektow. Zima byla w tym roku lagodna, wiec praktycznie caly czas rosna sobie na zewnatrz. 


Kwiaty na balkonie ustawiam pod samym oknem ze wzgledu na czesto wiejacy wiatr, ktory praktycznie uniemozliwia tradycyjne umieszczanie skrzynek na barierce. Za oknem w kuchni, ktore jest bardziej osloniete od wiatru, mam zamontowane takie male rusztowanko, zeby mozna bylo bezpiecznie wystawiac doniczki na zewnatrz.


Kilka dni temu wszytkie kwiaty zostaly przeniesione do mieszkania, poniewaz zima sobie przypomniala o tej czesci swiata. Wraz z pelargonia znalazlo schronienie rowniez cos takiego, pasikonik wielkosci 7-8 cm. Zdjecie zrobilam z pewnej odlegosci bo balam sie, przeskoczy gdzies... To prawdopodobnie szarancza, ale nie jestem pewna. Przygladalam sie temu owadowi ze zdumieniem, wygladal majestatycznie...


 

Szczesliwie pozostal tam gdzie byl przez dwa dni a potem wraz ze swoim schronieniem, zostal przeniesiony za okno. Od wczoraj go nie widze, pewnie poczul wiosne i przeniosl sie w zielone tereny :)
 




sobota, 3 kwietnia 2021

Miniej wiecej tradycyjnie

 Wielkanocne swieta to nie moja bajka, 

chociaz lubie pisanki oraz kolorowe jajka :)

Tak mi sie niechcacy zarymowalo, wiec niech juz tak zostanie :) Zycze Wam kochani, zeby ten swiateczny czas, mimo wszelkich przeciwnosci, byl obfity w zdrowie i radosc. 

Buona Pasqua! :)


 P.S.

Stroik, to dzielo mojej corki, ktora zawsze potrafi stworzyc cos pieknego z tego co ma pod reka :)


czwartek, 18 marca 2021

Marcowo

Zniknelam na pewien czas, bo dosc niespodziewanie pochlonela mnie praca. Przypomne, ze w ubieglym roku na skutek  virusowych restrykcji stracilam prace i moja ukochana podopieczna. Szybko przyzwyczailam sie do spokojnego trubu zycia u boku nowoemerytowanego Lui, chociaz slowo "spokojnego" obok Lui nie jest najlepszym odzwierciedleniem naszej codziennosci :) Nie chcialam juz i nadal nie chce pracowac jako opiekunka, bo wyniszcza mnie to emocjonalnie i jest swojego rodzaju uwiezieniem. Nie moge sie spoznic czy wziac kilku dni wolnego, bo ktos na mnie czeka i jest niejako ode mnie uzalezniony. Dla mnie poczucie wolnosci jest chyba najwazniejszym priorytetem ale o tym byc moze napisze innym razem.  Dwa miesiace temu mama kolezanki mojego meza upadla i zlamala kosc udowa, potrzebowala kogos od zaraz do pomocy przy opiece nad mama.  Nie chciala jej oddawac do osrodka rehabilitacyjnego, bo jest tam zakaz odwiedzin a jej mama ma demencje i 83 lata... No i pojawil sie aniol w mojej nieskromnej postaci :) Pracowalam do czasu, gdy znajda kogos odpowiedniego na moje miejsce, dokladnie w tym samym dniu wprowadzono czerwona strefe wiec jestem w domu i odpoczywam, przede wszystkim mentalnie. 

Marzec u nas sloneczny jak rok temu tylko widok za oknem sie zmienil, bo od kilku miesiecy w porcie statki rejsowe czekaja na lepsze czasy.


 Najwiekszy z nich to MSC Seaside,  mozecie zobaczyc klikajac w link, samej zalogi ma pnad 1400 osob...To bardzo ciekawy widok, niesamowite wrazenie robi o zachodzie slonca mieniac sie  zlocistymi odcieniami. 

Zapisalam sie na wizyte na badanie wzroku, potrzebuje nowych okularow, wrocilam do puzzli i sudoku, to moj ulubiony rodzaj medytacji :) Nadrabiam zaleglosci telefoniczno-towarzyskie,  slucham moich jutubowych ulubiencow, doprowadzam do porzadku mieszkanie i czekam na zmiane kolorow pozwalajacych na swobodne przemieszczanie sie po miescie i swiecie, chociaz zdaje sobie sprawe, ze na swiat przyjdzie mi jeszcze troche poczekac. Nie jestem calkowicie bezrobotna, swiadcze tzw. uslugi domowe, ktore teraz  sa w zawieszeniu... Ciesze sie kazda chwila, pije sok owocowy  zrobiony w wyciskarce wolnoobrotowej  i "celebruje zycie", jak to ktos gdzies powiedzial, czy napisal...

piątek, 15 stycznia 2021

Czarny humor dyslektyka

W szkole szlo mi  raczej dobrze, chociaz zawsze mialam problem z ortografia i nauczeniem sie tekstow  na pamiec i za nic w swiecie nie moglam pojac chemi i fizyki.  Nie potrafilam szybko czytac, tak jak moja starsza siostra ale myslalam, ze to dlatego, ze moja siostra jest taka madra, wzor niedoscigniony. Ksiazka, ktorej przeczytanie zajmowalo siostrze powiedzmy jeden dzien, mi zajmowalo tydzien. 

Lektur szkolnych nie czytalam, ale umialam to skrzetnie ukrywac i przez cale zycie uchodzilam za  osobe, ktora lubi duzo czytac. Faktycznie lubie. Bylam stalym bywalcem biblioteki. Wypozyczalam 4 ksiazki i zwracalam po przeczytaniu jednej z nich. Jezeli juz czytalam do konca dana ksiazke, to musiala mnie rzeczywiscie interesowac i, ze tak sie wyraze, rezonowac ze mna :) Kryminalow, harlekinow i innych romansidel nie czytalam nigdy, wyjatek stanowil Sherlock Holmes. 

Dzieki "Malej Dorrit" zakochalam sie w Dickensie ale nigdy nie przeczytalam do konca "Klubu Pickwika". Bedac w Londynie odwiedzilam muzem Dickensa, z emocji  przeplakalam cala wizyte, bylam przeciez w jego prywatnym domu otoczona jego osobistymi przedmiotami...


Odwiedzilam rowniez dzielnice, w ktorej sie wychowal i bardzo chcialam odwiedzic bar ponizej, ale byl zamkniety :/



Ogolnie pokochalam poprzenia epoke, zaczynajac od  serii "Ani z Zielonego Wzgorza", "Lalke" i "Noce i dnie". 
Na gwiazdke, dwa dni przed kwarantanna, dostalam od mojej przyjaciolki "Ragazza delle perle" z serii "Siedem Siostr" Lucindy Riley.  Oczywiscie bylam zadowolona z prezentu, chociaz nigdy dotad nie przeczytalam tego typu ksiazki w jezyku wloskim, ponad 650 stron powiesci... Poszlo lepiej niz myslalam, glownie dlatego, ze znaczna czesc opisywanych wydazen dzieje sie na poczatku poprzedniego stulecia w Australii. Moja przyjaciolka wie o mojej fascynacji poprzenia epoka a Australia to przeciez druga ojczyzna Luia, miala wiec nadzieje, ze ksiazka przypadnie mi do gustu. 
Przyznaje, ze jestem z siebie dumna, wedlug testow na dysleksje wychodzi na to, ze nim jestem, na szczescie w lekkiej formie :)

Wlasciwie przed napisaniem wpisu chcialam opowiedziec na inny temat, a mianowicie o poczuciu humoru. Lubie sie zdrowo posmiac ale nie wszystko mnie smieszy. Wczoraj na "jutubie" znalazlam audiobook ksiazki, ktora jako jedyna przeczytalam trzy razy. Jesli ktos nie nie zna, to zapraszam do posluchania. To kwintesencjia poczucia humoru, ktory sprawia, ze smieje sie w glos. Smiech to zdrowie, a czasy mamy takie, ze takie darmowe lekarstwo staje sie bezcenne. Opowiadanie napisane ponad 130 lat temu i nadal bardzo aktualne. Ciekawa jestem Waszych refleksji na temat ponizszej ksiazki :)

środa, 6 stycznia 2021

Blondynka na kwarantannie

 Nowy rok przywitalam w pizamie ale za to w moich tradycyjnych noworocznych szpilkach. Tutejsza tradycja glosi, ze trzeba miec na sobie cos czerwonego na rozpoczecie roku :) 


Nie wiem jak to sie dzieje, ale moj introwertyzm miewa sie coraz lepiej i przyznaje, ze czuje sie w jego towarzystwie bardzo dobrze. Skutek uboczny jest taki, ze mimo szerokich rozkminek i dywagacji w mojej glowie, w formie pisemnej mam trudnosci z ulozeniem dwoch sensownych zdan :)

Nadal siedzimy z Luim na kwarantannie. Czuje sie coraz lepiej, zaczynam powoli rozrozniac smaki i zapachy. Lui miewa sie swietnie i dla niego siedzenie w domu to po prostu niezasluzony (!?) areszt domowy. On juz pojutrze wyjdzie na wolnosc, ja dopiero za 10 dni. 

Dzieki youtubowi dowiaduje sie roznosci na przerozne tematy, ktore w danej chwili mam ochote zglebiac. Swietny wynalazek. Slucham podkastow, wywiadow, wykladow i roznych roznoci, a sluchajac ukladam sobie puzzle lub pasjanse. Uwazam  by przekazywane tresci nie angazowaly mnie emocjonalnie, chce byc jedynie obserwatorem, degustatorem wiedzy, ktora mam przyjemnosc  poszerzac. Wybieram  youtuberow z pozytywnym nastawieniem, przedstawiajacych swoje racje i opinie bez obrazania  osob o odmiennych pogladach. 

Ciekawe jak dalej potocza sie sprawy w tym roku. Chcialabym pojechac do Polski wraz  z mezem, najlepiej latem. Kto wie czy w tym roku nie bedzie kolejnego slubu, corka z zieciem przebakuja cos o zalegalizowaniu zwiazku. Z planami jednak poczekam jeszcze troche, tymczasem planuje wrocic do pelni zdrowia :)



wtorek, 29 grudnia 2020

Ukoronowanie roku

 Kilka dni przed Swietami Lui wybral sie na rower z grupa przyjaciol, z ktorymi zatrzymal sie na obiad w przydroznej tawernie. Dwa dni pozniej, jeden z rowerzystow zle sie poczul...Dzien przed Wigilia zadzwoniono  do Luia z iformacja, ze ma kwarantanne do 28grudnia, w tym dniu ma zrobic test i jesli bedzie negatywny, to dalsza kwarantanna bedzie zbyteczna. Odwolalismy kolacje i obiad z rodzicami Luia... W Wigilie Lui zaczal pokaslywac i miec stan podgoraczkowy, potem wzielo i mnie... Test okazal sie pozytywny i jestesmy na kwarantannie do 8 stycznia. W przyszlym tygodniu mamy obydwoje wykonac test.  Wiec tak sobie siedzimy w domku, w ciepelku gdy za oknem pada i wieje. 

Lodowka jeszcze pelna, wyjadamy zapasy. Przyjaciele zapowiedzieli, ze jesli bedzie potrzeba to sa do dyspozycji. Mamy rowniez zapas pomaranczy i innych owocow, z ktorych robie soki w moim mikolajowym prezencie (zazyczylam sobie bowiem wyciskarke do sokow). 

Od kilku dni odwiedza nas para sierpowek, nie moglismy sie powstrzymac zeby nie dac im czegos na dziob, mamy nadzieje, ze nie zaczna sie tu zlatywac golebie i mewy :)



W tym dziwnym roku doswiadczylam wielu cudownych i niezapomnianych chwil, dzieki tym chwilom rok 2020 byl jednym z najciekawszych w moim zyciu. Podsumowanie roku jest wiec pozytywne pod kazdym wzgledem :)

Powstrzymam sie od skladania standardowych noworocznych zyczen, sciskam Was serdecznie z bezpiecznej odleglosci!!!


O kryzysie malzenskim i moim nowym hobby

 Zaczne od poczatku:) Ubiegly rok  rozpoczal sie od klopotow z zebami, ktore wyniknely z odkladania w czasie, bo najzwyczajniej w swiecie po...